Czym jest muzyka? Może poprostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? - Ludwik Jerzy Kern
Blog > Komentarze do wpisu

Jak czarno na różowym... cz. 1.

Czyli: dziwy i dziwności związane ze zmiennością muzyki spotykanej w filmach, ze szczególnym uwzględnieniem (jeśli nie skupieniem się na) zmiennej gatunkowości owej muzyki... (matko to brzmi jak tytuł wywodu na uniwersytecie :p )


Ale najpierw coś co jest całkiem na czasie czyli WIOSNA!! W końcu przychodzi upragniona i już z leka zapomniana pora roku... której będę miał dość pod koniec czerwca, a już we wrześniu zapragnę zimy... Ale nie wieśćmy ;p

Niech zatem muzyka zstąpi na nas razem z pierwszymi promieniami słońca. Małym mimochodem posłuchajcie polskich, dobrych i starych szlagierów Marka Grechuty i Skaldów :)

 

Marek Grechuta - Wiosna ach to Ty:

 

Skaldowie - Wiosna:

 

I małe zaskoczenie otwórzcie okno wyjrzyjcie przez nie (dostańcie po oczach smogową chmurką) i włączcie ten utwór :)

 

Antonio Lucio Vivaldi - Wiosna:

 

Ale wróćmy do "normalnego" toku wydarzeń. Mam nadzieję, że nie tylko mnie, ale także i wam zdarzyło się zdziwić, gdy napotkaliście pewnego rodzaju przeskoki gatunkowe w ścieżkach dźwiękowych do filmów. Pełni przejęcia oglądaliście łzawe romansidło, gdy wtem nagle wyskakiwała wam kapela Hard Rockowa i jęła drzeć się i poginać na elektrycznych gitarkach.

Albo wyobraźcie sobie, że oglądacie horror...

 

...urywany dźwięk szarpanych strun skrzypiec powoduje, że ciarki przechodzą wam po plecach. Tajemniczy instrument o niewymawialnej nazwie (didgeridoo ;p) basowym zaśpiewem obwieszcza nadejście wielkiego zła. Nagle!! Zapada martwa cisza... jedynie wiatr daje znać, że to nie taśma zerwała na się w kinie, lecz że jest to przemyślany zabieg reżysera.

Z otchłani mroku dociera do nas pojękiwanie... kobzy, fletów i piszczałek, barwna banda clownów tańcząca i śmiejąca się, nadciąga z pobliskiego zaułka i...

 

Ten jakże złowieszczy przykład przedstawia nam (mniej więcej) to co często (szczególnie ostatnio) dostrzegamy w filmach.

Kontrast.

Nie zawsze trafiony zabieg artystyczny mający szokować, zmuszać do refleksji i przemyśleń, podkreślać i akcentować wybrane elementy obrazu czy przydawać niepokoju i niepewności.

O tych nieudanych przykładach pozwolę sobie nie opowiedzieć.

Jednak zahaczę z całą swoją nadpobudliwością o przykłady udane, działające na korzyść obrazu i (jak przypadło mi w udziale, udającemu znawcę muzykowi) soundtrackowi jako całości.

Zacznijmy więc od, wymienionego w poprzednim wpisie, serialu "Firefly", a dokładnie od jego kinowej wersji "Serenity". Oto mały kontrast na początek.

Jedyne co powiem przed wysłuchaniem tego utworu to to, że słysząc tę muzykę widzimy jak jedna z bohaterek (tytułowa River) wyżyna lub turbuje gości pewnego pubu na zapomnianej przez bogów planecie...


Firefly - River's Dance:

 

Jeszcze widzę oczyma wyobraźni tą lejącą się krew i skoczny trel małego prostego fletu...

Swoją drogą utwór naprawdę piękny :)


A tu trailer do filmu "Opętani" (The Crazies)

Moment w którym doświadczyć możemy sprzeczności zaczyna się w 1:40. Utwór w tle to Mad World Garego Julesa.

 

I oryginał jakby komuś ów utwór przypadł do gustu :)

 

A teraz reklamy... okazuje się, że wpis jest za długi i muszę go podzielić na dwie części. Mile widziane będą jednak komentarze na obu jego częściach :)

 

C.D.N.

 

sobota, 20 marca 2010, rysioniwsio

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/03/21 20:45:48
Przypomina mi sie jak z utesknieiem czekałes w tamtym roku na wiosne :D...

Ludzie to juz rok mina odkąd załyłeś bloga!! ;D
-
rysioniwsio
2010/03/21 22:10:06
Bo rzeczywiście pisałem codziennie nowe wpisy ;p ale to prawda! To już rok... łoooo :)
free counters