Czym jest muzyka? Może poprostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? - Ludwik Jerzy Kern
poniedziałek, 22 marca 2010

Dziś pisał będę niewiele, bo wpis i tak jest długi a i trudno jest rozprawiać o czymś, co w gruncie rzeczy wcale nie musi nadejść. Może zanim stanie się to, czego tak wielu się obawia, uda na się dojść do porozumienia z nami samymi. Może przestrogi jakie przesyła nam świat dotrą w końcu do naszej świadomości i przekonają nas, że robimy coś źle... a robimy na pewno.

Dziś posłuchamy muzyki z filmów postapokaliptycznych (które ostatnio wyrastają jak grzyby po deszczu).

Pierwszym filmem, przez którego muzykę przebrniemy będzie, przebyły bez echa, film "Droga" (The Road) Johna Hillcata. Autorem muzyki jest współpracujący z reżyserem już przy poprzednich projektach Nicholas Edward alias Nick Cave, który pracował też przy takim filmie jak "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" (sic!).

Głównymi bohaterami filmu są ojciec (Viggo Mortensen) i syn (Kodi Smit-McPhee), którzy uzbrojeni jedynie w stary rewolwer i dobre chęci, za wszelką cenę starają się przedrzeć przez zniszczoną Amerykę na wybrzeże, nie wiedząc w rzeczywistości co będzie na nich tam czekać.

The Road - The Road

 

The Road - The Cannibals

 

Kolejnym filmem na rozkładówce będzie Księga Ocalenia (The Book of Eli) z Denzelem Washingtonem w roli głównej i ze świetną kreacją Garyego Oldmana.

Film Alberta Hughesa skupia się na samotnym wędrowcu (Elim), który niosąc tytułową księgę stara się dotrzeć na drugi koniec postapokaliptycznych Stanów Zjednoczonych. Mimo tak podobnych scenariuszy filmy te są zupełnymi biegunami jeśli chodzi o wydźwięk, przekaz i emocje płynące z ekranu.

Autorem muzyki jest Atticus Ross, i jest to jego pierwszy projekt jeśli chodzi o ścieżki dźwiękowe do filmów.

The Book of Eli - Panoramic

 

The Book of Eli - Journey

 

The Book of Eli - The Convoy

 

Zbliżamy się powoli do końca.

Trzecią filmową propozycją będzie soundtrack z produkcji Kroniki Mutantów (The Mutant Chronicles). Scenariusz  "dzieła" jest adaptacją gry RPG o tym samy tytule, z której wywodzi się także wiele innych serii, w tym karcianek, gier figurkowych i tym podobnych.

Sam film jest delikatnie rzecz biorąc skierowany do bardzo wąskiego grona odbiorców, czyli fanów wymienionych wcześniej gier i maniaków Steampunku.

Soundtrack skomponowany został przez Richarda Wellsa.

 

The Mutant Chronicles - Bonecrusher

 

Mutant Chronicles - The Night Before

 

Ostatnim na mojej liście jest Wodny Świat (Waterworld) hollywoodzka superprodukcja 1995 roku, która okazała się totalna klapą jeśli chodzi o zyski ze sprzedaży biletów.

Muzykę skomponował James Newton Howard i Mark Isham. W rzeczywistości ten pierwszy (twórca soundtracków do filmów takich jak "Adwokat Diabła", "Piotrusia Pana", czy "Osady") zastąpił tego drugiego po waśniach z reżyserem filmu.

 

Waterworld - Escaping the Smokers

 

Waterworld - The Bubble

 

I tyle :) Mam nadzieję, że te pierwsze utwory nie przygnębiły was nadto, a jeśli tak to liczę, że dwa ostatnie trochę was na duchu podniosły :)

Oby to wszystko jednak skłoniło nas do przemyśleń.

 

Następny wpis jak zwykle za kilka dni.

Komentujcie ;p I trzymajcie się mocno :)

Wsio.

sobota, 20 marca 2010

Czyli: dziwy i dziwności związane ze zmiennością muzyki spotykanej w filmach, ze szczególnym uwzględnieniem (jeśli nie skupieniem się na) zmiennej gatunkowości owej muzyki... (matko to brzmi jak tytuł wywodu na uniwersytecie :p )


Ale najpierw coś co jest całkiem na czasie czyli WIOSNA!! W końcu przychodzi upragniona i już z leka zapomniana pora roku... której będę miał dość pod koniec czerwca, a już we wrześniu zapragnę zimy... Ale nie wieśćmy ;p

Niech zatem muzyka zstąpi na nas razem z pierwszymi promieniami słońca. Małym mimochodem posłuchajcie polskich, dobrych i starych szlagierów Marka Grechuty i Skaldów :)

 

Marek Grechuta - Wiosna ach to Ty:

 

Skaldowie - Wiosna:

 

I małe zaskoczenie otwórzcie okno wyjrzyjcie przez nie (dostańcie po oczach smogową chmurką) i włączcie ten utwór :)

 

Antonio Lucio Vivaldi - Wiosna:

 

Ale wróćmy do "normalnego" toku wydarzeń. Mam nadzieję, że nie tylko mnie, ale także i wam zdarzyło się zdziwić, gdy napotkaliście pewnego rodzaju przeskoki gatunkowe w ścieżkach dźwiękowych do filmów. Pełni przejęcia oglądaliście łzawe romansidło, gdy wtem nagle wyskakiwała wam kapela Hard Rockowa i jęła drzeć się i poginać na elektrycznych gitarkach.

Albo wyobraźcie sobie, że oglądacie horror...

 

...urywany dźwięk szarpanych strun skrzypiec powoduje, że ciarki przechodzą wam po plecach. Tajemniczy instrument o niewymawialnej nazwie (didgeridoo ;p) basowym zaśpiewem obwieszcza nadejście wielkiego zła. Nagle!! Zapada martwa cisza... jedynie wiatr daje znać, że to nie taśma zerwała na się w kinie, lecz że jest to przemyślany zabieg reżysera.

Z otchłani mroku dociera do nas pojękiwanie... kobzy, fletów i piszczałek, barwna banda clownów tańcząca i śmiejąca się, nadciąga z pobliskiego zaułka i...

 

Ten jakże złowieszczy przykład przedstawia nam (mniej więcej) to co często (szczególnie ostatnio) dostrzegamy w filmach.

Kontrast.

Nie zawsze trafiony zabieg artystyczny mający szokować, zmuszać do refleksji i przemyśleń, podkreślać i akcentować wybrane elementy obrazu czy przydawać niepokoju i niepewności.

O tych nieudanych przykładach pozwolę sobie nie opowiedzieć.

Jednak zahaczę z całą swoją nadpobudliwością o przykłady udane, działające na korzyść obrazu i (jak przypadło mi w udziale, udającemu znawcę muzykowi) soundtrackowi jako całości.

Zacznijmy więc od, wymienionego w poprzednim wpisie, serialu "Firefly", a dokładnie od jego kinowej wersji "Serenity". Oto mały kontrast na początek.

Jedyne co powiem przed wysłuchaniem tego utworu to to, że słysząc tę muzykę widzimy jak jedna z bohaterek (tytułowa River) wyżyna lub turbuje gości pewnego pubu na zapomnianej przez bogów planecie...


Firefly - River's Dance:

 

Jeszcze widzę oczyma wyobraźni tą lejącą się krew i skoczny trel małego prostego fletu...

Swoją drogą utwór naprawdę piękny :)


A tu trailer do filmu "Opętani" (The Crazies)

Moment w którym doświadczyć możemy sprzeczności zaczyna się w 1:40. Utwór w tle to Mad World Garego Julesa.

 

I oryginał jakby komuś ów utwór przypadł do gustu :)

 

A teraz reklamy... okazuje się, że wpis jest za długi i muszę go podzielić na dwie części. Mile widziane będą jednak komentarze na obu jego częściach :)

 

C.D.N.

 

 
1 , 2
O autorach
Tagi
free counters