Czym jest muzyka? Może poprostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? - Ludwik Jerzy Kern
wtorek, 28 kwietnia 2009

...Saloon był pełen gości. Gwar jak rzadko, ale to go nie dziwiło. Do miasta zawitała tancereczka o wdziękach przyciągających wzrok i głosie sprawiającym zawroty głowy nawet u najtrwalszych bywalców baru. Teraz stała na scenie szerząc sodomię i rozpustę... i nakręcając interes tutejszemu barmanowi. Przez uchylne drzwi wchodziło co raz więcej żuli, pijaków, wydrwigroszów i hultajów... Tylko czekać, aż wewnątrz zacznie się awantura - pomyślał szeryf Tucker.

A na zewnątrz...? Zapowiadało się na burzę...


Tą dojmującą i pełną akcji wstawką literacką rozpocznę wpis o muzyce (o dziwo ;p) z westernów :) Gatunek filmowy już nie omal zapomniany, stający się powoli zabytkiem w muzeum (tak jak swego czasu filmy o piratach). Może powróci kiedyś do łask za sprawą wprawnego reżysera, lecz jak na razie musimy się zadowolić trzeciej świeżości próbami wskrzeszenia gatunku nawet przez Polaków... ;p

Może wielkim fanem opowieści o cowboyach nie jestem ale nie da się ukryć, że sprawiały one i sprawiają, iż chcieliśmy ich więcej i więcej. Były wręcz przesycone klimatem! Jak wiemy ten ostatni buduje się głównie dzięki muzyce (także światłem ale na tym wyznaję się tylko hmmm zawodowo ;p)

I tym prostym sposobem (i całkiem przypadkowo ;p) dochodzimy do westernowych soundtracków.

Ale jak tu mówić o powyższej, a nie mówiąc o Ennio Morricone? Nie da się ;p

Twórca ów nie tylko stał się legendą ale i znakiem firmowym dobrego westernu. Nie było w latach 70 i 80 lepszego twórcy od niego... a i teraz pewnie nie ma :)

Na początek, żeby przed dłuuugim wykładem ala mara.ashby, zasmakować trochę z talentu imć Morricone, proponuję chyba najbardziej rozpoznawalny westernowy utwór.

Motyw główny z filmu Dobry, zły i brzydki (Buono, il brutto, il cattivo).

Ennio Morricone - Buono, il brutto, il cattivo: :)

 

...Cisza zapadła jak po grzmocie... Choć różnica to była niewielka... Przez frontowe drzwi wparował, ubrany w znoszony ale gustowny prochowiec, jegomość o twarzy zatwardziałego mordercy... To było widać na pierwszy rzut oka... On zabijał, zabija i nie przerwie tego póki mu ktoś nie przeszkodzi... Stróż prawa wiedział swoje. Nie ma miejsca w tym salonie dla nich dwóch... I już on wie że wcale Tuckerowi nie chodzi o własną tuszę...
W latach 60 rozpoczął  współpracę z  Bernardo Bertoluccim i Sergio Leone i to z tym ostatnim stworzył dzieła takie jak:
- Za garść dolarów;
- Za kilka dolarów więcej;
- Dobry, zły i brzydki;
- Pewnego razu na Dzikim Zachodzie
- Garść dynamitu
- Nazywam się Nobody
Na początku pogardzane przez krytykę z czasem stały się kultowe :)

Motyw z filmu Pewnego razu na dzikim zachodzie (Once Upon A Time In The West)

Ennio Morricone - Man with Harmonica:

 

...Dźwięki kroków, niczym uderzenia bębna, obwieszczały jego nadejście. Metaliczny zaśpiew ostróg rozchodził się echem po opustoszałych dziurach okien, niosąc trwogę i śmierć.
Ziarna piasku igłami bólu drażniły twarz i wierzch opartych na pasie dłoni szeryfa. To on - stróż prawa już to wiedział - to ten, który da mi to, na co tak długo czekałem...

A dla wszystkich "ucholców", którym po przesłuchaniu tegoż utworu wydało sie, że skądś go znają, bo oglądali zapewne wcześniej Piratów z Karaibów :) utwór Hansa Zimmera. Autor wyraźnie wzorował się na dziele Morricone ;)
Hans Zimmer - Parlay:
...Szum wiatru, skrzyp piasku pod podeszwami butów... Chrapliwy krzyk kruków... Dźwięk wyciąganych coltów, strzał... tylko jeden... Ciemna postać wpierw powoli postępuje do przodu, jakby niepewna, rozgoryczona utratą sił, by po chwili gwałtownie upaść na wyschniętą na wiór ziemię... W oczach ma zastygły strach... To nie możliwe by ktoś poruszał się tak szybko...

Do tej pory Morricone stworzył muzykę do przeszło 100 filmów(!!!), w tym 30 westernów. Dały mu one zasłużoną sławę i uznanie wśród filmowych i muzycznych twórców oraz publiczności.
Podejdźmy teraz bliżej do współczesnych tworów o dzikim zachodzie i do związanych z nimi motywów muzycznych.
Zatem utwór z filmu 3:10 do Yumy. Stoi on w 10 moich ulubionych i najlepszych utworów ever ;)
Marco Beltrami - Bible study:
...Słońce zachodzi powoli... jakby jeszcze choć chwilę chciało spoglądać na rozegrany przed chwilą pojedynek... Na ziemi leży zakrwawione ciało. Ognista łuna zachodu dodaje mu jeszcze ruchomych rys, ale powiększająca się z każdą chwilą błotnista, czerwona plama przeczy wszelkim szansom na dogorywające życie... Druga postać stoi kilka kroków dalej, kładąc długi cień na wyschniętej ziemi i na martwym przeciwniku...

I coś z klasyki filmów amerykańskich :) Tak jak w przypadku pierwszego utworu, tak i ten stał sie klasyką, jaką zna chyba każdy.
Elmer Bernstein - The Magnificent Seven:
...Szeryf z niedowierzaniem patrzy na swe poorane bruzdami dłonie, maca pełną blizn twarz, bardziej wypukły niż wklęsły brzuch... Wystrzelili w tej samej chwili... Niesamowite. To cud że przeżył... Znowu. Zdejmuje kapelusz i wyjmuje z niego chustę. Ociera nią spocone czoło, przeczące suchości otaczającej go okolicy...
Nagle z niedowierzaniem patrzy na  rondo wysłużonego nakrycia głowy... Trafił w kapelusz! Boże wszechmogący...
Szeryf przewraca się na ziemię... Jakby po namyśle jego ciało uzmysłowiło sobie prawa natury... Wpierw po czole, potem po nosie, ustach i brodzie spływa strużka ciemnej krwi... brudząc kołnierzyk i jak morska fala rozchodząc się promieniście po kraciastej koszuli...
Tucker umiera... Wygrał swój ostatni pojedynek...

I tyle jeśli chodzi o wpis o muzyce z westernów. Mam nadzieję że tak jak i ja podczas jego tworzenia, tak i wy dobrze się bawiliście czytając moje wypociny ;p
Ale chyba tak źle nie jest :) Zatem do usłyszenia i przeczytania za dni kilka i miłego korzystania z wiosny :)
Tyle...
P.S. Jeśli podoba się wam taki sposób robienia wpisów (przerywniki na poziomie literatury wysokich lotów ;p) to napiszcie. Z przyjemnością jeszcze tak popiszę :)
wtorek, 21 kwietnia 2009

Po małej reorganizacji, pod nieco innym już nikiem, to ponownie ja. Niekoniecznie Chwast Na Blogu Rysi.

Uwaga dziś będzie...nieco o historii przesyconej heroizmem i ludzką tragedią ;) Mam nadzieję, że nie umrzecie w trakcie moich skróconych, uproszczonych historycznych wywodów :P

Tym razem czas na poznanie kilku co lepszych (moim skromnym zdaniem) utworów inspirowanych muzyką celtycką, jednak ze względu na ograniczoną przestrzeń pozostanę, ze swoimi licznymi skrzywieniami, przy inspiracjach odnoszących się do historycznych wydarzeń.

Takiej muzyki jest wszędzie pod dostatkiem, mnóstwo ludzi nie tylko zajmuje się jej słuchaniem ale także tworzeniem. Większość opiera się na podobnym schemacie i nie wydaje się wnosić wiele nowego, co jest poniekąd zrozumiałe ponieważ kożysta z tradycyjnych, powszechnie znanych w celtyckich krajach, utworów. Nic nie ujmując dobrym rzemieślnikom (a jedynie co nieco tym gorszym;) ) Dobry rzemieślnik zasługuje jak najbardziej na uwagę, ponieważ nie zmienia to ogromu włożonej pracy, który jest potrzebny przy tworzeniu muzyki, nawet jeśli uważamy, że to "tylko" dobre.

Często jednak nie będąc bezpośrednio związanymi z tą kulturą nie rozumiemy historycznych konotacji, które stawiają owe utwory w innym świetle, a tym samym owych utworów. Czasem też nie rozumiemy ich ponieważ są napisane w gaelic ;) Warto jednak przyjrzeć się wydarzeniom do których nawiązują.

Ale poszukajmy perełek ;)

Zacznijmy od twórców z zagranicy:

Grupa pięciu utalentowanych irlandzkich kobiet, czterech wokalistek, których wystąpienia wzbogacane są muzyką skrzypaczki - Máiréat Nesbitt - Celtic Women wydała debiutancki album w marcu 2005 roku. Od tego czasu powstały jeszcze trzy albumy, zaś Panie odbywają mnóstwo koncertów na terenie całej Europy, są jednak tworem komercyjnym, na dużą skalę, który mnie osobiście nie powalił na kolana. Barwy ich głosów są, powiedziałabym, standardowe i pomimo dużych możliwości, głównie w zakresie wysokich tonów, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Aranżacje ich utworów są dopracowane i ładne, ale nazwałabym je raczej Spice Girls celtyckiej sceny. Oczywiście rozumiem, że można się ze mną nie zgadzać :)

Tym nie mniej moją uwagę przykuł(nomen omen):

Celtic Women - The Voice

Króciutko. Utwór innej twórczyni, którą wszyscy świetnie znają więc nie będę się rozpisywać - Enya - Boadicea. Tytuł pochodzi od imienia pewnej wdowy z plemienia Icenów i oznacza "zwycięstwo" choć występuje w różnych transkrypcjach ciężko pomylić ją z inna postacią historyczną.

Z punktu widzenia historii sprawa wygląda tak (no nie mogę sobie darować tych kilku słów...), że obecna Wielka Brytania od 43 n.e. częściowo została podbita przez Rzym (od 55 r. p.n.e. pracował nad tym Cezar) a Celtowie którzy się tam znajdowali mogli walczyć lub się asymilować. Mąż Boudicci - Król Prasutagus, skorzystał z drugiej opcji i zawarł z Rzymianami pakt. Zaś w 62 r. zmarł zapisując swoje długi, córki i ziemie na rzecz Rzymu. Neron jednak nie chciał płacić długów, zatem jego namiestnik skonfiskował majątek Boadicei. Ponieważ wdowa stawiała opór została publicznie wychłostana (to bardzo upokarzająca, szczególnie dla królowej, kara), zaś jej córki, również publicznie, zgwałcone. Rozumie się, że gwałty na wojnie to pewnego rodzaju norma, ale, po pierwsze to jeszcze nie była wojna (sojusznicy) po drugie sprawa była polityczna (cóż za zaskoczenie;) ). Zwyczajowo sprzymierzeńcy zapisywali, w razie braku męskiego potomka, ziemie Rzymowi, ten zaś spłacał ich długi (które później odbijał sobie z podatków) i utrzymywał rodzinę, która miała szansę, zwykle wykorzystywaną, zromanizować się i wejść w kręgi arystokracji prowincjonalnej. Gwałt córek uniemożliwiał im nie tylko małżeństwo z kimkolwiek o statusie równym im lub wyższym, a i niekoniecznie z niższym, ale również również wydanie na świat potomka - następcy który mógłby być uznany. Waleczna wdowa postanowiła odpłacić za upokorzenia i zorganizowała powstanie. Pomimo początkowych sukcesów, zdobycia Londinium(Londyn), Clchesteru i St.Albans zostało ono wkrótce zakończone rzezią Celtów. W czasie rebelii królowa składała krwawe ofiary swoim bogom z kobiet rzymskich i sojuszniczych oraz odpłacała w walce pięknym za nadobne. Jednak po przegranej bitwie, aby uniknąć kolejnych upokorzeń, wraz z córkami wypiła truciznę. Oczywiście jak każde historyczne wydarzenie ma wiele interpretacji ale ta jest miłe memu... oku :P

Żeby nie zamęczyć Was historycznymi wydarzeniami,utwór zespółu Clannad, w którym śpiewała w latach 1980 - 82 siostra Maire Brennan, Eithne Ni Bhraonain czyli Enya. Artści przygotowali muzykę, między wieloma innymi, również do serialu Robin Hood. O tym jednak nie będę pisać (tak, widzę tę radość na Waszych twarzach :P) Ponieważ moje serce podbił Theme from Harry's Game...

...oraz rzewna historia o jakże bolesnej rozłące z ukochanym - Siuil a Ruin z albumu Dulaman. Jest to również szeroko znany utwór mocno zakorzeniony w tradycji Irlandii. Siuil a Ruin znaczy tyle co "Idź moja Miłości"! i dotyczy prawdopodobnie powstania z 1688 (tego samego o którym jest poniżej kilka naprawdę skromnych słów) Niestety oryginalny tekst zaginął zaś to co z niego zostało jest dosyć niejasne i nie pozwala na jednoznaczną interpretację. Ponieważ jednak występuje w tekście kołowrotek, przypuszcza się, ze utwór powstał znacznie później, ok roku 1800.

I coś czego nie mogę sobie odpuścić pomimo, że Celtów z Indianami wiąże chyba tylko powszechne mniemanie o heroiźmie zarówno jednych jak i drugich. Muzyka z "Ostatniego Mohikanina":

I will find you.

Warto również zwrócić uwagę na polską scenę

Jedna z grup powstała w 1994 roku, wykonująca tradycyjne utwory celtyckie - Shannon -  znajdują się w nurcie etno-jazzo-popo-rocko-world music (jak sami artyści lubią to określać) ;). Swoją drogę rozpoczynali od szant lecz stopniowo inspirując się muzyką celtycką poszczególni członkowie zaczęli kształcić się w grze na tradycyjnych instrumentach. Wydali już sześć albumów i ciągle się rozwijają. Osobiście miałam okazję uczestniczyć w kilku ich koncertach i nie przypominam sobie jakobym mogła kiedykolwiek narzekać nie tylko na wykonanie ale również dobór utworów i atmosferę. O szczegółach życia i twórczości grupy można przeczytać na ich stronie a teraz do rzeczy.

Utwór, który mnie poruszył znajdujący się na płycie "Green Hypnosis" jest mocno zakorzeniony w szkockiej tradycji i szczególnie związany z powstaniami Jakobinów w Szkocji, które miały miejsce od 1688 (choć wszystko zaczęło się wraz z wstąpieniem na tron pewnego księcia Yorku w 1685) do 1746.Konflikt tamtych czasów (do 1701 roku) obracał się wokół działań któla-katolika a protestanckiego ugrupowania w parlamencie (które ostatecznie wygrało). Sytuacja była, delikatnie powiedziawszy napięta i choć często mówi się o "bezkrwawej rewolucji", ostatniej fazie kryzysu konstytucyjnego w Anglii, to podstawą dla wszystkich wydarzeń nie była zasada konstytucyjna ale religijne podteksty sukcesji tronu... ech...pozostańmy przy tym, że krew się lała przez te niecałe sto lat po każdej ze stron. Początkowo, zgodnie z wersją Billa Watkinsa, był utworem przeciwnym Jakobinom, jednak w 1791 r.  niejaki Robert Burns przepisał go nadając mu formę powszechnie znaną do dzisiaj. Muzyka powstała na podstawie utworu  My love's in Germany autorstwa Hectora Macneil.

Shannon - Ye Jacobites by name

Ufff...to juz koniec historycznych wycieczek na dziś, za wszystkie błędy przepraszam i chętnie posłucham sprostowań. Mam świadomość, że prezentowane przeze mnie urywki historii podlegają interpretacji zależnej od dyskursu historycznego i przedstawione są tutaj w wieeeeelkim uproszczeniu oraz nie istnieje jedna historyczna prawda, zatem świadomie wybieram te opcje z którymi czuję się bliżej związana. W razie potrzeby rozwinięcia wiedzy dotyczącej powyższych wydarzeń, polecam naukowe opracowania ;)

 
1 , 2 , 3 , 4
O autorach
Tagi
free counters