Czym jest muzyka? Może poprostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? - Ludwik Jerzy Kern
sobota, 20 marca 2010

Czyli: dziwy i dziwności związane ze zmiennością muzyki spotykanej w filmach, ze szczególnym uwzględnieniem (jeśli nie skupieniem się na) zmiennej gatunkowości owej muzyki... (matko to brzmi jak tytuł wywodu na uniwersytecie :p )


Ale najpierw coś co jest całkiem na czasie czyli WIOSNA!! W końcu przychodzi upragniona i już z leka zapomniana pora roku... której będę miał dość pod koniec czerwca, a już we wrześniu zapragnę zimy... Ale nie wieśćmy ;p

Niech zatem muzyka zstąpi na nas razem z pierwszymi promieniami słońca. Małym mimochodem posłuchajcie polskich, dobrych i starych szlagierów Marka Grechuty i Skaldów :)

 

Marek Grechuta - Wiosna ach to Ty:

 

Skaldowie - Wiosna:

 

I małe zaskoczenie otwórzcie okno wyjrzyjcie przez nie (dostańcie po oczach smogową chmurką) i włączcie ten utwór :)

 

Antonio Lucio Vivaldi - Wiosna:

 

Ale wróćmy do "normalnego" toku wydarzeń. Mam nadzieję, że nie tylko mnie, ale także i wam zdarzyło się zdziwić, gdy napotkaliście pewnego rodzaju przeskoki gatunkowe w ścieżkach dźwiękowych do filmów. Pełni przejęcia oglądaliście łzawe romansidło, gdy wtem nagle wyskakiwała wam kapela Hard Rockowa i jęła drzeć się i poginać na elektrycznych gitarkach.

Albo wyobraźcie sobie, że oglądacie horror...

 

...urywany dźwięk szarpanych strun skrzypiec powoduje, że ciarki przechodzą wam po plecach. Tajemniczy instrument o niewymawialnej nazwie (didgeridoo ;p) basowym zaśpiewem obwieszcza nadejście wielkiego zła. Nagle!! Zapada martwa cisza... jedynie wiatr daje znać, że to nie taśma zerwała na się w kinie, lecz że jest to przemyślany zabieg reżysera.

Z otchłani mroku dociera do nas pojękiwanie... kobzy, fletów i piszczałek, barwna banda clownów tańcząca i śmiejąca się, nadciąga z pobliskiego zaułka i...

 

Ten jakże złowieszczy przykład przedstawia nam (mniej więcej) to co często (szczególnie ostatnio) dostrzegamy w filmach.

Kontrast.

Nie zawsze trafiony zabieg artystyczny mający szokować, zmuszać do refleksji i przemyśleń, podkreślać i akcentować wybrane elementy obrazu czy przydawać niepokoju i niepewności.

O tych nieudanych przykładach pozwolę sobie nie opowiedzieć.

Jednak zahaczę z całą swoją nadpobudliwością o przykłady udane, działające na korzyść obrazu i (jak przypadło mi w udziale, udającemu znawcę muzykowi) soundtrackowi jako całości.

Zacznijmy więc od, wymienionego w poprzednim wpisie, serialu "Firefly", a dokładnie od jego kinowej wersji "Serenity". Oto mały kontrast na początek.

Jedyne co powiem przed wysłuchaniem tego utworu to to, że słysząc tę muzykę widzimy jak jedna z bohaterek (tytułowa River) wyżyna lub turbuje gości pewnego pubu na zapomnianej przez bogów planecie...


Firefly - River's Dance:

 

Jeszcze widzę oczyma wyobraźni tą lejącą się krew i skoczny trel małego prostego fletu...

Swoją drogą utwór naprawdę piękny :)


A tu trailer do filmu "Opętani" (The Crazies)

Moment w którym doświadczyć możemy sprzeczności zaczyna się w 1:40. Utwór w tle to Mad World Garego Julesa.

 

I oryginał jakby komuś ów utwór przypadł do gustu :)

 

A teraz reklamy... okazuje się, że wpis jest za długi i muszę go podzielić na dwie części. Mile widziane będą jednak komentarze na obu jego częściach :)

 

C.D.N.

 

środa, 17 marca 2010

Powrót.

Taki renesans ma to do siebie (przynajmniej w moim przypadku i przekonaniu), że nigdy nie jest się pewnym, ani czy do takiego powrotu dojdzie, ani czy  sprawi on że ktoś zostanie na stałe. Jest jeszcze sprawa tego jak się wraca ale... to nie blog filozoficzny nie roztrząsajmy tego...

Jako że minęło (z górą) 6 miesięcy od ostatniego wpisu (który zresztą też w regulaminowym czasie nie powstał był) mogło się wydawać, że bloga pozostawiłem, by w samotności i pustce skorodował i zgnuśniał, stając się cudną metaforą zapomnienia i postępu, niczym płyty gramofonowe (przy czym mniemam że mój mały blog aż tak kultowy nie był ;p ).

Jednak cały czas tu wracałem, wspominałem, "łzę nie jedną uroniłem", przekleństw parę rzuciłem (a bo to ostatnie chamstwo kasować co drugi filmik na YouTubie, bo tak!) i doszedłem do wniosku, że choć piszę dla drobnej rzeszy ludzi, to piszę też dla siebie i w egoistycznym zapale postanawiam tu wrócić. W tym miejscu, odnosząc się do wstępu, zobaczymy jak mi się to uda.

Jako że sporo się zmieniło od ostatniego wpisu (w moim życiu i innych) blog także się nieco przeobrazi. Po primo zmiany widać (rzeknę są dostrzegalne) oczami... Bo i wygląd blogu się zmienił.

Ogłaszam też wszem i wobec, że chciałbym bardzo, aby któś pomógł mi w zapełnianiu i umieszczaniu wpisów na wyżej wymienionym, bo sam (z uwagi na wiele czynników) mogę sobie nie poradzić. Zaproszony jest każdy, gdyż ile jest osób, tyle i gustów muzycznych, a każdy warto poznać :) Więc w komentarzach i inną mniej uczęszczaną drogą mile będą widziane zgłoszenia :)

Ale zacznijmy w końcu o muzyce pisać i słuchać tejże, bo już czas najwyższy.

Zacznijmy od małego odkrycia jakie ostatnio - jak to zwykle bywa, przypadkiem - znalazłem buszując po Youtubie. Utwór All Along The Watchtower jest częścią soundtracku do trzeciego już sezonu serialu Battlestar Galactica. Twórcą ścieżki dźwiękowej jest Bear McCreary. W poniższym utworze opierał się on (dość luźno) na piosence Boba Dylana o tym samy tytule.

W serialowej wersji utworu głosu użycza brat Beara, Brendan McCreary i dźwięczy wraz ze swoją rockową grupą.

 

All Along The Watchtower:

 

I kolejny utwór, za to z drugiego sezony tegoż serialu: Prelude To War. Z lekka inny klimat ale cały czas świetnie budujący atmosferę. Twórca, podobnie jak poprzednio, Bear McCreary.

Sugeruję zwrócić szczególną uwagę na partię skrzypiec w środkowej części utworu.

Swoją drogą polecam sam serial, gdyż jest (tuż po Firefly) najlepszym (według mnie ;p) wśród Seri Science-Fiction.


Prelude To War:

 

Skoro już wspomniałem o Firefly (lub Firefly Serenity, gdyż muzyka i w serialu, i filmie mnie powaliła) wypada coś o tym opowiedzieć.

Sam serial, moim - a jakże - skromnym zdaniem, jest kwintesencją wszystkiego, co kocham w kinie drogi, science fiction, i przygody. Jest tu wszystko i wyjątkowo jest to świetne. A i klimat nie pozostaje w tyle - słowem - orgazm (erm...).

Zatem zaprezentuję wam najsampierw utwór otwierający pierwszy sezon (i jedyny niestety) do serialu Firefly. Słowa i muzyka Joss Whedon. Głosu użyczył Sonny Rhodes.

 

Ballad of Serenity:

 

I niewiele dłuższy utwór z pełnometrażowego filmu powstałego w kilka lat po przerwaniu edycji serialu, zatytułowany po prostu: Serenity.

Autorem ścieżki jest David Newman, twórca muzki do filmów takich jak: "Anastasia", "Gruby i chudszy" czy "Operacja Słoń".

 

Serenity:

 

Zeskoczymy lekko z konwencji, ale pozostaniemy przy filmie. Kolejnym "odkryciem" stał się dla mnie soundtrack z filmu "Byliśmy Żołnierzami" (We were soldiers), Mela Gibsona. Ścieżka autorstwa Nicka Glennie-Smitha (nie ubierając tego w przesadny poetyzm) kreuje w filmie niesamowitą wizję smutku i współczucia, choć do końca nie wiemy na kogo mają paść nasze łzy i kogo mamy opłakiwać (jak to w amerykańskich filmach).

Ach i nie martwcie się początkową ciszą, tak ma być! ;p

 

We were Soldiers - Flying High

 

I następny utwór z tego filmu.

 

We were Soldiers - Final Depature:

 

Tak jakoś smutno skończyliśmy, ale niech zostanie, co będziemy się rozpieszczać.

Zatem mam nadzieję, że powrót mogę zaliczyć do udanych i czekam na komentarze oraz propozycje od osób, które chciałyby pisać razem ze mną :)


Do usłyszenia i napisania.

Wsio!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
O autorach
Tagi
free counters