Czym jest muzyka? Może poprostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? - Ludwik Jerzy Kern
wtorek, 18 sierpnia 2009

Jak już zauważyła mara.ashby jakiś czas nas nie było. Ale nie próżnowaliśmy i przynosimy koszyk pełen łakoci w postaci odkryć, zaskoczeń, wspaniałych powrotów i... innych podobnych kąsków wartych przesłuchania ;p

Ale że skoro już tyle czekaliście mam nadzieję że wytrzymacie jeszcze chwilę i poczytacie trochę mojego marudzenia i kilka ogłoszeń :p

Może coś gwoli wyjaśnień czemu ostatnimi czasy było tak cicho:

Jako, że całe to nasze milczenie trwało od czerwca do połowy lipca (i właściwie przeciągało się i do teraz :p) pewne odpowiedzi przychodzą na myśl same :p bowiem szósty miesiąc roku przyjęło się u studentów poświęcać na sesyje i tego typu dziwactwa, lipiec zaś z regóły poświęcany jest na labę i na wyjazdy. A i pewien brak weny nie stał nam się obcy :)

Ale już po wszystkim i w miarę możliwości kontynuować będziemy nasze skromne wypociny :) (przynajmniej moje wypociny bo marze pisanie przychodzi łatwiej ;p)

No to przejdźmy do programu ;)

Zacznę od hmmm... małej tradycji czyli soundtracku :)

Przypomniała mi jego istnienie pewna osoba, która zapewne czyta owego bloga :) Jestem jej niewymownie wdzięczny za owe przywrócenie pamięci odnośnie tego soundtracku. A mowa jest tu o ścieżce dźwiękowej z filmu Źródło (The Fountain)

 

Clint Mansell - Death is the road to ave:

 

Jeśli ktoś ma pamięć do imion to zapewne ucieszy się na wieść o owym kompozytorze bo znany Ci on jest jako twórca soundtracku Requiem dla snu (Requiem for a dream), chyba jednego z najbardziej znanych ścieżek dźwiękowych (trudno nie trafić ostatnio na filmik na YouTubie bez utworów z wyżej wymienionego).

Osobnik ów był również twórcą soundtracku do filmu π (Pi) mało znanego filmu 1998 roku o matematyku badającym liczbę Pi i doszukującym się w niej klucza do zrozumienia zasad działających światem.

Film warto obejrzeć a i posłuchać też nie zaszkodzi :) bo ścieżka dźwiękowa jest mega schizową dawką tranceu. I trudno po jej przesłuchaniu dojść do siebie.

 

Clint Mansell - Pi r^2

 

A teraz przejdźmy do części (zawartej w tytule) poświęconej ludziom muzyki.

O tyle ciężko jest tu pisać o ile ciężko malować o np.: sportowcach :) Jak mówić o jednostkach tak oddanych muzyce, nie grając owej. Siebie, tak określać chyba nie mogę. Nie tworzę lecz słucham. Czasem pośpiewam może też naskrobię parę nut ale przecież to nie to samo :p

Opowieść w barwach ludzi, dla których muzyka jest powietrzem i tak jak my nie radzimy sobie bez tlenu tak oni bez nut :)

Czas zacząć:

Bitwa (pojedynek) perkusistów: Charliego Antoliniego, Huuby Jenssena, Petera Yorka

Polecam najbardziej zwrócić uwagę na tego po prawej :)

 

 

Ktoś :) Człowiek który gra by żyć ale przecież i żyje by grać.

 

 

Nic dodać nic ująć ;) po prostu Beat Box:

 

 

A teraz Gitara ;)

 

 

Rafał Blechacz (cóż jego tu też nie mogło zabraknąć ;p)

Barkarola Fis-dur op. 60

(Jako że serwis Youtube wykasował tenże filmik z całym dobrodziejstwem inwentarza to wrzucę tu ten sam opus w wykonaniu niejakiego Krystaina Zimermana, za nieprzyjemności uprzejmie przepraszam :)

 

 

Ot na dziś to tyle ;)

Mam nadzieję, że opowieść, choć krótka, była ciekawa. Jeśli wam się podobało to cieszył się będę każdym komentarzem :)

Trzymajcie się i do usłyszenia ;)

 

P.S. Co do Afryki :) Temat mnie przerósł i musiałem mu poświęcić o wiele więcej uwagi niż sądziłem. Dlatego jeszcze go nie było. Muszę się przyznać, że choć muzykę z czarnego lądu lubiłem, to nie doceniałem jej i nie dostrzegałem jej ogromu. Więc bez obaw :) Afryka będzie ale w swoim czasie (ale to jest szerokie pojęcie :p)

 

wtorek, 28 lipca 2009

 

 

Prosto z leśnych ostępów, z gór i dalekich szczytów...no może nie tak dalekich, ale zawsze jakichś, przynoszę kilka przemyślanych i wielokrotnie przesłuchanych utworów. Na poczatek coś o powrotach do miejsc do których...hmmm...nie ma już powrotów.

Tiamat - Too far gone

A do leżenia na górskiej łące i patrzenia w chmury...mówię Wam...tylko...ciekawe czy zorientujecie się co to takiego... wykonanie instrumentalne ;)

 

A z wydarzeń ostatnich... mój współblogowicz nie ma weny zatem obawiam się jedyną muzyką jaką uda Wam się tu spotkać, będzie ta przyniesiona przezemnie... również współczuję...myślę, że i Wy i blog macie pełne prawo czuć się porzuceni.

Porkivangogh, ja naprawdę nie wiem czy Ty doczekasz tej Afryki...myślę, że musisz złożyć oficjalną reklamację a jeśli to nie podziała to przejść do gróźb a jeśli i to zawiedzie - do czynów...na privie mogę udzielić porad;) Osobiście uważam, że ta sytuacja jest karygodnym zaniedbaniem...ale wpływu na to nie mam.

Zmieniliśmy również...taaak...My, z Bożej Łaski, Mara...Zmieniliśmy...cytat w nagłówku bloga...jeśli kogoś ciągnie do źródła, to polecam Ziemię - planetę ludzi autorstwa Exuperego. Tak tego od Małego Księcia:)

 

A wracając do głownego wątku, podobno muzycznego;)... Tiamat, to Szwedzka grupa, której korzenie siągają w lata '80 zaczynała karierę od black metalowego brzmienia pod dosyć szokującą nazwą - Treblinka. Nigdy nie popierała nazistowskich poglądów tym nie mniej nazwa miała przyciagać uwagę, co też dobrze jej się udało. Późniejsze albumy przechodziły wiele zmian silnie związanych z osobą głownego twórcy - Johana Edlunda.
Jednak jeden z moich ulubionych utworów Brighter Then The Sun nawiązuje również do modelu pewnego uroczego automobilu, ciekawe czy wiecie którego... Tylko wsiadać i w drogę;)

A że drogi i bezdroża prowadza w różne miejsca coś z wędrówki w naprawdę dalekie miejsce...

Red Hot Chili Peppers - Slow Cheetach

oraz

Tell me Baby

Tych panów zapewne nie muszę przedstawiać. Utwór natomiast znajduje się na dwupłytowym albumie Stadium Arcadium, który zobaczył światło dzienne, przynajmniej to które pada w Polsce;), w 2006 roku.

Skoro zrobiło się już tak ciepło to coś równie ciepłego autorstwa Dead Can Dance - Don't Fade Away.

Nie powiem, że nie chce mi się do Was pisać. Chce mi sie. Ale niezmiennie mam wrażenie, że czasem lepiej pozostawiać muzykę bez komentarza i po prostu pozwolić się nieść zawartm w niej emocjom. Nie obraźcie się zatem ale dzisiaj jestem w nastroju do dzielenia się muzyką ... nie koniecznie zaś słowami:)

 

Deanta

 

 

oraz Thunder Road by Tori Amos (cover w  WDRE studio więc jakość jest...nie cudowna, w związku z tym polecam przeczytanie tekstu i dopiero przesłuchanie utworu).

 

I uwaga coś czego słucham głównie dla tego fragmentu który znajduje się między 7 a 8 minutą...ale poza tym ...naprawdę dodaje energii... w wykonaniu słowackiego zespołu Gods Tower:

 

 

wiecie co? a na koniec taki staroć Wam wrzucę, do którego mam niesamowity sentyment :

Stare Dobre Małżeństwo - Jak

 

Wystarczy...chociaż dzisiaj mogłabym nie przestać...mam nadzieję, ze choć to nie są hity lata 2009, każdy znajdzie jednak coś dla siebie...;)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
O autorach
Tagi
free counters